
Za pisanie tej części bloga zabierałam się od kilku dni. Wyszły mi trzy wersje robocze i żadnej „nie czułam”. Także proszę trzymajcie kciuki by tym razem udało mi się dobrnąć do końca, a przynajmniej przejść do sedna – nie kończąc tylko na przydługim wstępie😅
Wpis miał być na temat zbliżającego się nowiu w Skorpionie który jest zarazem częściowym zaćmieniem Słońca. I na samym pomyśle mogłoby się skończyć gdyby nie serial który udało mi się obejrzeć przez weekend.
Może jednak zacznę od początku.
Nie lubię nowiu. Przynosi senną, zmęczoną atmosferę i to niezależnie od znaku w jakim się tworzy.
Nowie, klasycznie i według wielu astrologów, zwłaszcza tych z zamierzchłych czasów, nie mają dobrego PR. Mogą bowiem zwiastować sprawy, inicjować zdarzenia, na które niekoniecznie jesteśmy przygotowani ani w ogóle nie mamy ochoty gościć ich w naszym życiu. Oczywiście skala zdarzenia zależy, co ów nów uruchamia w naszym horoskopie. Jeśli na dany moment nie ma w tranzytach horoskopu większych zgrzytów z planetami społecznymi czy pokoleniowymi ani też Mars przy niczym nie majstruje, to może skończyć się na kolejnej kawie i haśle: „Oby przetrwać ten dzień”. A może też się tak zdarzyć, że nów jest przysłowiową „iskrą” i odpali cały łańcuch tranzytów i progresji.
Teraz dodajmy do tego hasło „zaćmienie”.
To również nie budzi pozytywnych skojarzeń.
I po trzecie – znak Skorpiona który jest głównym bohaterem wszystkich astrologicznych memów na temat seksu bdsm, zemsty w stylu włoskiej vendetty oraz wszelkich okultystycznych wynaturzeń.
Jaki to obraz maluje w wyobraźni przeciętnego zjadacza chleba?
Gęsia skórka na pewno gwarantowana.
Gdzie w tym wszystkim jest mój weekendowy serial z Netflix’a?
Otóż jest.
Nów a raczej zaćmienie Słońca w znaku Skorpiona wypada ściśle na moim Jowiszu. Wspomnę też, że o ile „przeciętny” nów czy pełnia ma zakres działania plus minus jeden dzień od daty uściślenia, o tyle zaćmienia mają większą moc i warto obserwować wydarzenia na około tydzień przed dokładną ich datą.
W moim przypadku Jowisz w 2 stopniu Skorpiona włada sprawami 6 domu czyli: praca, zdrowie ale też – codzienne obowiązki oraz sprawy którymi zajmujemy się rutynowo od czasu do pory.
Dom 2 to moje zasoby.
A ja mam wykupiony przez siebie abonament Netfixa’a 😀
Czyli czasami coś oglądam – głównie seriale.
Taki mały rytuał zapoczątkowany z siostrą. Zdarza się, że obie pochłaniamy z wypiekami którąś z produkcji, a czasami z osobna, z racji odmiennych gustów.
I w piątek, w okolicach godziny kiedy dzieci są już po dobranocce, odkryłam na Netflix’e „Midnight club”.
Serial opowiada o grupie nastolatków przebywających w hospicjum z racji terminalnego stanu zdrowia. Do tego młodzież owa postanawia założyć tajną grupę i o północy każdego dnia, schodzą się do biblioteki by opowiadać sobie mrożące krew w żyłach opowieści. By dodać smaku, po starym, wiktoriańskim budynku błąkają się duchy poprzednich właścicieli, a pokolenie wstecz- w piwnicach budynku doszło do zbiorowego samobójstwa na tle działań okultystycznych.
Czyż to nie idealnie ujęta tematyka sezonu Skorpiona?
Podsumowując, zaćmienie w Skorpinie uruchomiło wydarzenie na które nie do końca byłam przygotowana( poniekąd spodziewałam się, że nie będę oglądać filmu przez palce z kocem na głowie) jednak nie pozostawiło we mnie traumatycznych i transformujących śladów na kolejne dni.
Rano obudziłam się z lekkim „kacem” z powodu kilkugodzinnego maratonu filmowego😅