7 Monet – czekaniu nie ma końca

Spotkałam się kiedyś z bardzo trafnym opisem 7 Monet. A mianowicie: kiedy przyszliśmy pod zamknięty sklep, żeby zrobić zakupy, i nie wiadomo, kiedy go otworzą, bo brak wywieszki. I tak siedzimy, siedzimy i czekamy na otwarcie, a czas niemiłosiernie się dłuży. W końcu tracimy jakąkolwiek nadzieję na jego otwarcie i zaczynamy myśleć, że nici z zakupów.

Dla mnie sednem tej karty jest czekanie, które niemiłosiernie się dłuży i w sumie nie wiadomo, na co czekamy. Na karcie 7 Monet narysowanej przez Pamelę Colman Smith według pomysłu Ridera Waite’a (inaczej mówiąc: talia RSW i późniejsze na niej wzorowane) mamy dorodny krzak, a obok niego, oparty o łopatę, stoi człowiek. Jego pozycja wskazuje na wyczekiwanie, może już lekkie znudzenie sytuacją – krzak jednak powinien w końcu zaowocować i przynieść profit.

Jako że karta należy do dworu Monet, rozkłady, które zawierają tę kartę, opisują sytuacje, w których istotny jest czas. Czas, który się wlecze, przeciąga, dłuży, ale jest szansa, że ten poświęcony na czekanie czas zostanie wynagrodzony, a plon się pojawi.

Piszę o tej karcie dziś, bo pojawiła mi się w rozkładzie tygodniowym, mówiąc o wtorku. A ja już wcześniej obiecałam sobie, że będę w końcu robić notatki – może coś kiedyś z tego wyjdzie. (Jak nic, sytuacja 7 Monet :D).

A więc, wtorek zaczął się od czwartego podejścia do badania krwi u mojego autystycznego dziecka. Tym razem mieliśmy pojawić się na oddziale szpitala, żeby młodemu można było podać dodatkową porcję czegoś na zrelaksowanie. Poprzednie próby kończyły się niepowodzeniem z racji totalnej histerii młodego. Czas trochę się przeciągał – zapodano dodatkowe medykamenty. Wszyscy czekaliśmy, aż zadziałają i wprawią moje dziecko w lekką senność.

Młody ostro walczył sam ze sobą, chodząc po gabinecie i nie dając się zmóc z nóg lekom. W końcu, wraz z trzema pielęgniarkami, zaczęłyśmy robić „podchody”, by założyć opaskę uciskową na rękę. Po 20 minutach się udało. Szybkim ruchem młody wylądował na moich kolanach, objęty przeze mnie obiema rękami i jedną nogą. Szczerze podziwiam refleks pielęgniarek – udało im się pobrać cztery duże fiolki. I tak oto zakończyliśmy półroczne podchody z pobieraniem krwi.

Muszę przyznać, że kiedy zobaczyłam na wtorek tę kartę, miałam nadzieję na pozytywne zakończenie sprawy.

Po południu pojechałam z dzieckiem do księgarni. Po zakupach chciałam przysiąść na kawę – obeszliśmy trzy kawiarnie, ale wszędzie były długie kolejki. Stwierdziłam, że podjedziemy niedaleko domu, gdzie mamy też kawiarnię, i zrobimy sobie spacer. Czekała mnie miła niespodzianka, bo lokal był prawie pusty, a ja miałam z dzieckiem miejsce VIP na kanapach. Młody chętnie przysiadł z książkami, a ja delektowałam się moją pistacjową latte.

Biorąc do ręki telefon, zauważyłam, że mam nieodebrane połączenie z salonu fryzjerskiego. Nie miałam jak oddzwonić w tamtym momencie, więc odłożyłam to na później. W międzyczasie dostałam wiadomość tekstową z prośbą o potwierdzenie rezerwacji na piątek – salon miał się odezwać już tydzień temu… Odłożyłam sprawę na kolejny dzień, bo czekała mnie rozmowa dotycząca rezygnacji z rezerwacji (nie byłam zadowolona z ostatniej wizyty; chodziłam na poprawkę, po której z automatu wpisali mnie na kolejny termin za 6 tygodni. Wiedziałam, że już tam nie wrócę).

7 Monet pokazuje czekanie i rezultat – otrzymujemy go tylko wtedy, gdy włożyliśmy odpowiednie starania i cierpliwość. Idąc na skróty lub po łebkach, plonu może nie być, albo będzie on marny.

Po powrocie do domu zaczęłam się zastanawiać, kiedy dotrze do mnie kurier z paczką, bo nie otrzymałam żadnego numeru do śledzenia przesyłki – znów 7 Monet. Paczka idzie, ale nie wiadomo kiedy dojdzie. A ja już lekko się niecierpliwiłam.

Kurier dotarł tego samego dnia.

Leave a comment