9 Buław, czyli: „…i co jeszcze?…”

9 Buław to bardzo „zabawna” karta. Piszę to oczywiście z przekąsem, ale summa summarum – na końcu zawsze zostaje coś do opowiedzenia jako anegdota.

Karta pojawiła się niedawno w moim rozkładzie dziennym, dokładnie na dzień wylotu na wakacje do Polski. Rozpoczynając ten dzień, byłam świadoma, że „a hoj przygodo” nabierze dziś nowego znaczenia.

Zaczęło się od powrotu po fotelik (a właściwie poddupnik) dla mojego siostrzeńca. Już siedzieliśmy wygodnie w taksówce, zmierzając na dworzec autobusowy, gdy nagle okazało się, że fotelik jednak z nami nie jedzie… więc dodatkowa runda, żeby go zgarnąć.

Na lotnisku wszystko szło zgodnie z planem. Prawie. Moje dziecko zdążyło zrobić zakupy książkowe, ale w drodze do bramki (otwartej pół godziny wcześniej, niż wskazywał rozkład na tablicy odlotów) dorwało automat z kartami do gry i przyssało się do niego jak ośmiornica. Odejście bez zakupu nie wchodziło w grę.

Sam lot – całkiem przyjemny. Nawet dotknęliśmy pasa lotniska w Lublinie… by ponownie wzbić się w powietrze! Przeżycie lepsze niż na rollercoasterze. Na szczęście po 10 minutach udało się już w pełni wylądować.

A samochód z wypożyczalni? Trafił nam się całkiem wypasiony AMG, w dodatku ze zniżką ponad 50% (polecam gorąco Lucky Dip w Sixt!).

Także z 9 Buław naprawdę nie można się nudzić. 🙂