
Wenus przechodzi w ruch wsteczny nie tak często jak Merkury, który urozmaica nam czas, trzykrotnie wchodząc w retrogradację w ciągu roku. Wenus wystarczy raz na 1,5 roku (18–19 miesięcy). Tym razem postanowiłam bliżej przyjrzeć się temu zjawisku i temu, jak odbija się ono na moim życiu oraz na otoczeniu.
Klasycznie w literaturze astrologicznej można odnaleźć informację, że ruch wsteczny planety sprzyja retrospekcji. Oznacza to konieczność przyjrzenia się obszarom życia, którymi włada dana planeta, zwłaszcza w kontekście przeszłości i niedokończonych spraw. W przypadku Wenus chodzi o finanse, uczucia oraz – przede wszystkim – poczucie własnej wartości i relacje z otoczeniem.
Ciekawa sprawa, bo podobnie jak w przypadku retrogradacji Merkurego, Wenus daje nam szansę na dokończenie lub naprawienie spraw, które utknęły w martwym punkcie. U mnie objawiło się to interesującymi sytuacjami finansowymi – i na szczęście nie były to rachunki, które upomniały się o uregulowanie! To jednak przypisuję korzystnym wpływom innych tranzytów, takich jak sekstyl Jowisza do Wenus czy sekstyl Marsa do Słońca, gdzie obie te planety są u mnie związane z 8. domem (domem cudzych pieniędzy, mówiąc ogólnie).
To, jak retrogradacja Wenus wpłynie na nasze życie, zależy od wielu czynników:
Jak Wenus prezentuje się w naszym horoskopie urodzeniowym.
W którym domu wypada retrogradacja Wenus.
Jakie inne tranzyty i progresje działają w tym czasie.
Co pokazuje solariusz na dany rok.
Podobnie jak w przypadku retrogradacji Merkurego, nie jest to czas na rozpoczynanie nowych spraw – zwłaszcza relacji. To idealny moment, aby przewartościować istniejące znajomości i spojrzeć na nie z nowej perspektywy. Może zdarzyć się, że powrócą dawne znajomości lub odnowią się relacje, które będą wymagały ponownego „rozpatrzenia.”
Dla mnie tegoroczna retrogradacja Wenus to czas podsumowań – co mi się podoba, z czym czuję się dobrze, a na co nie warto się godzić kosztem swojego dobrostanu psychicznego. Na fali tych refleksji trafiłam na pewien ezoteryczny gadżet – książkę „Love Oracle”, służącą do przemyśleń w temacie uczuć i relacji. Zasada jest prosta:
1. Wyciszyć się,
2. Pomyśleć o pytaniu dotyczącym relacji,
3. Otworzyć książkę na losowo wybranej stronie.


Cytat, który tam znajdziemy, ma być odpowiedzią na nasze pytanie. Bardzo przypadła mi do gustu ta forma miłosnej wróżby, która jednocześnie wnosi sporo refleksji. Często odpowiedź na nurtujące nas pytania jest w nas samych – i tu myślę, że Wenus w ruchu wstecznym daje nam szansę na ich odkrycie.
W tym roku jesteśmy wybrańcami astrologicznego losu, bo retrogradacja Wenus i Merkurego zbiegają się w podobnym czasie! Popieram astrologów, którzy zalecają, by w tym okresie unikać większych zakupów, zwłaszcza tych wykraczających poza podstawowe potrzeby – a jeśli już, to lepiej nie eksperymentować z nową marką masła czy zakupami w nieznanym miejscu.
Dla przypomnienia:
Retrogradacja Wenus rozpoczęła się 2 marca i potrwa do 12 kwietnia.
Merkury wejdzie w ruch wsteczny 15 marca i wyjdzie na prostą 6 kwietnia.
Nakładająca się retrogradacja dwóch szybkich planet wymaga ostrożności w podejmowaniu istotnych decyzji. W miarę możliwości warto dać sobie czas na przemyślenie wszystkich „za” i „przeciw” – chyba że konieczne jest szybkie działanie. To także świetny moment na szeroko pojęte porządki – zarówno w otoczeniu (pozbycie się rzeczy, które tylko przekładamy z kąta w kąt), jak i w relacjach.
Zdecydowanie nie jest to czas na nowe znajomości – nic, co teraz zostanie rozpoczęte, nie będzie miało solidnych podstaw do rozwoju w przyszłości. Warto więc uzbroić się w cierpliwość i ograniczyć do minimum wszelkie innowacje.
Na koniec taka moja ciekawostka – podczas retrogradacji Wenus w moim życiu nastąpił prawdziwy rozkwit sztuki. Po raz pierwszy zdecydowałam się kupić farby akrylowe (wcześniej szkoda było mi na nie pieniędzy, bo wychodziłam z założenia, że nie warto marnować środków na brak talentu). Wenus w retrogradacji pokazała mi jednak terapeutyczną wartość sztuki, niezależnie od tego, czy mamy talent, czy nie.
Po raz pierwszy w życiu odwiedziłam również galerię sztuki – i miałam to szczęście, że była to Tate Modern w Londynie. Spacerując po wystawie i rozmyślając nad życiem, natrafiłam na obraz, który szczególnie przyciągnął moją uwagę. Dopełnieniem tego doświadczenia było objaśnienie samego artysty – moment, który niesamowicie rezonował z tematyką Wenus w ruchu wstecznym i refleksją nad własnym poczuciem wartości.


Dlatego przedstawiam jednego z artystów ruchu dadaistycznego – Christiana Schada i jego „Self-Portrait” z 1927 roku. Schad twierdził, że „nikt nie jest całkowicie wolny od narcyzmu”, a jego autoportret pełen jest symboli związanych z tożsamością i wyglądem.