10 Monet – część uzupełniająca. O gerberze i wyjściu z sytuacji


Jakiś czas temu napisałam już jeden wpis o 10 Monet w Tarocie. Mimo to mam poczucie, że jest to karta, która nie wyczerpuje się w kilku podręcznikowych hasłach: „szczęście rodzinne”, „majątek”, „spełnienie materialne” czy „domknięcie cyklu”. Wszystko to jest prawdą – a jednak pozostawia pewien niedosyt.


Moje pierwsze, bardzo konkretne skojarzenie z tą kartą pojawiło się pewnego dnia, kiedy 10 Monet wypadła mi jako karta dzienna.
Tego poranka okazało się, że moje klucze do domu… pojechały z moją siostrą do pracy. Zostawiłam je w jej samochodzie, a ona – wychodząc – zamknęła dom z zewnątrz. Ja natomiast miałam zaprowadzić dzieci do szkoły. Przez chwilę wyglądało to więc tak, jakbyśmy zostali w środku bez możliwości wyjścia.
Na szczęście w ogrodzie znalazły się zapomniane klucze do furtki. Dzięki nim mogliśmy wydostać się z domu, a dzieci nawet się nie spóźniły.


Od tamtej pory 10 Monet zaczęła kojarzyć mi się z bardzo konkretnym doświadczeniem: znalezieniem wyjścia z sytuacji, która na pierwszy rzut oka wydaje się zamknięta.
Mimo to cały czas czułam, że znaczenie tej karty sięga gdzieś dalej.


I tak było aż do dzisiejszego poranka.


10 Monet znów pojawiła się jako karta dnia.

Pomyślałam więc tylko tyle, że dzień pewnie upłynie spokojnie – może nawet uda się wyjść na spacer.
Podczas przygotowywania śniadania przypomniałam sobie jednak o gerberze, która zimuje u mnie w domu. To roślina, która jeszcze niedawno walczyła na dworze o to, by nie przemarzła i najwyraźniej nie uznała końca swojego sezonu. Wciąż wypuszcza nowe liście i pąki, jakby uparcie trzymała się życia.
Postawiłam ją w kuchni, żeby przyjrzeć się jej bliżej.
Niestety mimo nowych przyrostów coś wyraźnie ją podjadało. Najpierw podejrzewałam pająki, ale kiedy zaczęłam oglądać liście od spodu, znalazłam winowajców: dwie gąsienice, niemal idealnie wtopione w zielone liście.
Po ich usunięciu przycięłam zjedzone fragmenty rośliny, licząc na to, że szybko odrobi straty.
I wtedy przyszła do mnie myśl, która chyba najlepiej oddaje sens 10 Monet.

10 Monet w talii Rider-Waite( dla przyp9mnienia) –Na pierwszym planie siedzi stary człowiek w płaszczu.
Nie jest on w centrum życia rodziny.
Nie rozmawia z dzieckiem.
Nie stoi z parą w łuku bramy.
On siedzi trochę z boku, jak obserwator.
To sugeruje, że:
cykl życia już się wypełnił
coś zostało zbudowane i przetrwało
To jest raczej spokojna kontynuacja niż triumf.Czyli system życia.
Bezpieczeństwo pochodzi nie z jednej osoby, ale z:
struktury
relacji
ciągłości
To jest bezpieczeństwo typu:
„Życie działa, bo istnieje pewna sieć.”


Ta karta bardzo często pokazuje uratowanie zasobów. Nie zawsze chodzi w niej o spektakularne bogactwo czy wielkie nagrody. Czasem chodzi po prostu o to, że znajdujemy rozwiązanie wystarczająco dobre, by zatrzymać straty.


Materia zostaje ocalona.


Czas zostaje ocalony.


Potencjał przyszłego wzrostu pozostaje nienaruszony.


Tak jak z kluczami tamtego poranka.
Tak jak z gerberą dzisiaj.


Straty zostały zatrzymane – a życie może toczyć się dalej.
Co ciekawe, dzisiejsza 10 Monet zbiegła się jeszcze z jednym powrotem. Przy Merkurym w retrogradacji wracam po kilku miesiącach przerwy do prowadzenia bloga.
Można więc powiedzieć, że ta karta otworzyła kolejne drzwi.
Witajcie więc ponownie, drodzy czytelnicy.
Postaram się, aby nowe wpisy były dla Was równie interesujące jak te wcześniejsze.

Z Merkurem w Strzelcu – więcej śmiechu, więcej wiary i więcej sensu w chaosie.

Tranzyt Merkurego przez znak Strzelca.



Czy tylko ja odetchnęłam dziś po południu z ulgą? Poczułam, że wręcz wraca mi ochota do życia – i do ruszenia moich tylnych liter z kanapy. Przyznać muszę, że ostatni tydzień zaliczyłam totalny zjazd. Czułam się jak zakładnik własnej kanapy, koca i poduszek, słodyczowego schowka oraz Netflixa.

Zanim jednak przejdę do tego, czego możemy się spodziewać po przejściu Merkurego do znaku Strzelca (wstawcie, co wam się najbardziej podoba: spontaniczny, optymistyczny, filozoficzny, ryzykowny czy bez granic…), podzielę się pewnym spostrzeżeniem – i przyznam, że jestem ciekawa, czy ktoś miewa podobnie.

Otóż planetarne ruchy na niebie często odbijają się w tym, co oglądam w TV (czy raczej: na Netflixie, Prime Video i reszcie platform, bo zwykłej telewizji nie mam). To nie jest nowe odkrycie – zaczęło się od kwadratury tranzytującego Saturna do mojego urodzeniowego Słońca w 8. domu. Ponieważ (i całe szczęście… chyba) nie było wtedy w moim życiu męskiego pierwiastka, to Bond, którego jestem fanką, po prostu… zginął w ostatniej części. Symbolicznie i boleśnie.

By nie zanudzać i nie przytaczać całej filmografii – wspomnę tylko, że ostatnia kumulacja planet w Skorpionie przyniosła mi seanse z horrorami (polecam „Nawiedzony dom na wzgórzu”), a w ostatnich minutach Merkurego w Skorpionie skończyłam ostatni odcinek „Gabinetu osobliwości Guillermo del Toro” (również polecam).



I co dalej? Pstrykam pilotem, szukając czegoś na kolejne dni – i trafiam na drugi sezon „Nobody Wants This”. Merkury jest już w Strzelcu, a ja mam na tapecie zabawny serial o związku rabina z dziewczyną prowadzącą audycję radiową o seksie 😄.



No i tak dobiłam do brzegu: Merkury w Strzelcu ma fantazję.
To nie jest rybi odlot do krainy Nibylandii i alternatywnych sposobów komunikacji. Merkury w Strzelcu z łomotem daje znać, że przybył – i że będzie impreza.

Zaczynamy myśleć pozytywnie i jesteśmy zdecydowanie na tak!



🔥 Merkury w Strzelcu – ogólna charakterystyka tranzytu

Kiedy Merkury przechodzi przez Strzelca, myślenie (Merkury) zyskuje rozmach, optymizm i potrzebę sensu (Strzelec).
Umysł kieruje się ku ideom, które inspirują i nadają życiu kierunek. Nie chodzi już o szczegóły, lecz o wizję całości – o to, dokąd zmierzamy i co naprawdę ma znaczenie.

To czas, gdy:

chętniej uczymy się z pasją, choć niekoniecznie cierpliwie,

myślimy w sposób syntetyczny i symboliczny (nie analityczny),

komunikacja staje się bezpośrednia – czasem aż zbyt szczera, ale zwykle życzliwa,

pojawia się potrzeba podróży, rozmów międzykulturowych, poznawania nowych perspektyw,

łatwiej nam wierzyć w siebie i w to, co mówimy.



🌈 Aura tego czasu

To okres intelektualnego ognia – inspirujący, pełen ruchu, pomysłów, anegdot i żartów.
Ludzie mówią więcej, głośniej, z przekonaniem, jakby każde zdanie miało nieść przesłanie.
W powietrzu unosi się energia nauczyciela, podróżnika, filozofa.

To również moment, gdy przyciągają nas rozmowy o sensie życia, duchowości, polityce, etyce, wierze – o tym, co jest prawdą.



⚖️ Cienie tranzytu

Merkury w Strzelcu często „rozpędza się” za bardzo. Może:

mówić, zanim pomyśli,

obiecywać więcej, niż da się zrealizować,

pomijać szczegóły, błędy logiczne lub fakty („bo ogólny sens się zgadza”),

narzucać swoje przekonania, jakby były prawdą objawioną.


Jednak nawet wtedy działa tu czyste, szczere serce – intencja jest dobra, nawet jeśli forma bywa zbyt bezpośrednia.



🌟 Jak korzystać z tej energii

Myśl w kategoriach wizji i możliwości, nie ograniczeń.
Ucz się, podróżuj, inspiruj się różnymi kulturami.
Rozmawiaj o ideach, ale też słuchaj innych punktów widzenia.
Zapisuj pomysły – teraz rodzą się iskry, które można będzie dopracować, gdy Merkury przejdzie do Koziorożca.


Na koniec, by nie kończyć w encyklopedycznej pigułce, wrzucę cytat z Kluczy do astrologii mojego ulubionego Tarocisty, Hajo Banzhafa:

„Merkury w Strzelcu nie zawsze wie, o czym mówi, ale mówi o tym z takim przekonaniem, że inni zaczynają mu wierzyć.”

„To pozycja ludzi, którzy myślą głośno i często uczą się, mówiąc.”

The Sun Behind Bars – The Story of Jeremy Meeks

My astrological reflections and the act of pouring them onto a white screen have no fixed rhythm or frequency. Sometimes I don’t write for a long time because nothing catches my attention – and sometimes several topics appear at once, and I hesitate again, wondering which one feels most important and worth describing first.

Sometimes it’s a small detail that captures my curiosity – I read an article, a story of an ordinary or not-so-ordinary person, and start wondering what might be in their birth chart that made their life unfold the way it did, and not another. And that’s how the thread of my story begins to spin.

Recently, I came across a fascinating article about a convicted man who, from behind prison bars, made his way onto the catwalks of New York, Milan, and the UK – securing lucrative contracts while leaving his former profession behind. I’m talking about Jeremy Meeks. The story immediately caught the attention of my inner astro-detective. Because this guy had to have something special in his chart that allowed such a spectacular life turn.
What do you think, my dear readers?

It’s the Sun in the 9th house – the Sun in what is called the House of Joy.

And here, I have to add a short digression about where this term comes from and what it means in astrology, so that the phenomenon of its influence can be better understood.

Planets in Their Houses of Joy

Planets in their Houses of Joy (planetary joys) are positions where their nature is expressed most freely – where they best resonate with the meaning of the house.
This concept originates from ancient Hellenistic astrology and was developed by authors such as Firmicus Maternus and Porphyry.

Planet House Meaning

☉ Sun 9th house The house of divinity, revelation, faith, and spiritual purpose – here the Sun shines brightest as a symbol of truth and enlightenment.
Moon 3rd house The “house of the goddess” – daily affairs, neighbours, emotions, changeability, and life rhythms, perfectly aligned with the Moon’s nature.
☿ Mercury 1st house The house of self, perception, and communication – here Mercury acts most directly and efficiently.
♀ Venus 5th house The house of pleasure, love, and creativity – fully in harmony with Venus’ nature.
♂ Mars 6th house The house of work, struggle, and challenges – Mars thrives here, enjoying conflict and action.
♃ Jupiter 11th house The house of friends, hopes, and community – a realm of growth, abundance, and mutual support.
♄ Saturn 12th house The house of isolation, suffering, and hidden matters – Saturn feels “at home” here, in solitude and introspection.

The Sun in the 9th House – The Case of Jeremy Meeks

The main character of today’s post has the Sun natally placed in the 9th house. This placement gives him the potential to achieve more in life than if his Sun were in any of the other houses of the horoscope.

Chart from: http://www.oracle-com

The ninth house is associated with Sagittarius, ruled by Jupiter – the Lord of Good Fortune and Prosperity. It was Jupiter who brought my protagonist a 180-degree life turn: from a robber and gangster convicted of firearm possession to a model and actor (he even published his autobiography).

Of course, the Sun in the 9th house alone doesn’t make someone a sought-after model – the rest of the chart contributes to that success.
Jeremy’s attractiveness is partly due to a tight sextile between Venus in Capricorn and Mars in Scorpio. Scorpio adds a strong magnetism, which helped him draw immediate attention when his mugshot was posted on a police department website.

Source Pinterest

There’s also a strong Capricorn stellium – Neptune, Jupiter, Venus, and Mercury (ruler of the Ascendant). This combination gives both magnetism and sex appeal (ah, those sculpted lips…), but also ambition – the drive to reach higher and go further.

That striking moment of fame, sparked by a photograph, can be attributed to Neptune’s position in the same sign as the Ascendant ruler – people with strong Neptunian influences on planets connected to the Ascendant or 1st house are often highly photogenic.

It’s also worth noting that Jeremy’s Sun is in Aquarius – the sign of its detriment – and in a cadent house, meaning that his life path tends to unfold through chance events (in this case, lucky ones).

Natally, the Sun forms a square with a powerful Mars-Saturn conjunction in Scorpio. Jeremy was also convicted of assault – an unharmonious connection between two strong masculine energies, with Saturn adding restriction, fits perfectly with being arrested for robbery and involvement in gang activity.

Conclusion

Depending on what else is active in the rest of the chart, the life path of a Sun in the 9th house can manifest in many ways.
Here, anything is possible – but it’s worth paying attention to the Houses of Joy during chart relocation, because by changing one’s place of residence or moving abroad, we may also be increasing our life opportunities and potential.

Słońce zza krat – o Jeremym Meeksie i 9. domu

Moje rozważania astrologiczne i przelewanie ich na biały ekran nie mają swojego ustalonego rytmu ani częstotliwości. Czasem długo nic nie piszę, bo nic nie zwróci mojej uwagi – a czasem pojawia się kilka tematów naraz i znów waham się, który jest najistotniejszy i warty opisania w pierwszej kolejności.

Czasem jest to jakiś szczegół, który mnie zaciekawi – czytam artykuł, historię mniej lub bardziej zwykłego człowieka i zaczynam się zastanawiać, co ma on w swoim horoskopie, że sprawy w jego życiu potoczyły się w przedstawiony sposób, a nie inaczej. I tak zaczyna się snucie mojej opowieści.

Niedawno przeczytałam ciekawy artykuł o pewnym skazanym, który zza więziennych krat trafił na wybiegi w Nowym Jorku, Mediolanie i Wielkiej Brytanii – jednocześnie zgarniając lukratywne kontrakty i zarzucając swoją dotychczasową profesję. Mam tu na myśli Jeremy’ego Meeksa. Historia ciekawa i od razu poruszyła mojego astro-tropiciela. Bo facet musiał mieć coś szczególnego w swoim horoskopie, co pozwoliło mu na tak spektakularny życiowy zwrot.
Na co stawiacie, moi czytelnicy?

To Słońce w 9. domu – Słońce w tak zwanym domu radości.

I tu muszę wrzucić małą dygresję, skąd pochodzi to sformułowanie i co oznacza w horoskopie, tak by pełniej można było zrozumieć fenomen jego działania w astrologii.



Planety w domach swojej radości

Planety w domach swojej radości (ang. planetary joys) to miejsca, w których ich natura najlepiej się wyraża – czyli najlepiej współgra z naturą danego domu.
Koncepcja ta pochodzi ze starożytnej astrologii hellenistycznej i była rozwijana m.in. przez autorów takich jak Firmicus Maternus czy Porfiriusz.

Planeta Dom Znaczenie

☉ Słońce 9. dom Dom boskości, objawienia, wiary i duchowego sensu – tu Słońce świeci najjaśniej jako symbol prawdy i oświecenia.
🌙 Księżyc 3. dom Dom „bogini” – spraw codziennych, sąsiadów, emocji, zmienności i rytmów życia. Odpowiada naturalnej naturze Księżyca.
☿ Merkury 1. dom Dom jaźni, postrzegania i komunikacji – tu Merkury działa najbardziej bezpośrednio i sprawnie.
♀ Wenus 5. dom Dom przyjemności, miłości i twórczości – w pełni zgodny z naturą Wenus.
♂ Mars 6. dom Dom chorób, pracy i wysiłku – Mars lubi wyzwania, konflikt i działanie, więc dobrze się tu czuje.
♃ Jowisz 11. dom Dom przyjaciół, nadziei i wspólnoty – przestrzeń ekspansji, wsparcia i dobrobytu.
♄ Saturn 12. dom Dom izolacji, cierpienia i ukrytych spraw – Saturn, planeta ograniczeń, tu czuje się „u siebie”, w sferze samotności i wycofania.


Słońce w 9. domu – przypadek Jeremy’ego Meeksa

Główny bohater dzisiejszego wpisu posiada urodzeniowo Słońce w 9. domu. Daje mu to predyspozycje do osiągnięcia w życiu więcej, niż gdyby Słońce znajdowało się w którymkolwiek z pozostałych domów horoskopu.

Horoskop dzięki stronie Ask-Oracle.com



Dziewiąty dom jest przypisany do znaku Strzelca, gdzie włada Jowisz – Pan Dobrego Losu i Pomyślności. To on przyniósł mojemu bohaterowi zwrot na życiowej ścieżce o 180 stopni: od rabusia i gangstera skazanego za posiadanie broni – po modela i aktora (wydał również swoją autobiografię).

Oczywiście samo Słońce w 9. domu nie zrobi z każdego pożądanego modela czy modelki – tu składa się na sukces cała reszta horoskopu.
Atrakcyjność Jeremy’ego to m.in. ścisły sekstyl między Wenus w Koziorożcu a Marsem w Skorpionie. Skorpion dodaje tu silnego magnetyzmu, dzięki któremu Jeremy tak szybko zwrócił na siebie uwagę za sprawą policyjnego zdjęcia umieszczonego na stronie departamentu policji.

Zdjęcia dzięki Pinterest

To również silne obsadzenie znaku Koziorożca przez Neptuna, Jowisza, Wenus i Merkurego (władcę Ascendentu). Jest więc i potężny magnetyzm, i seksapil (ach, te wykrojone usta…), ale też ambicja, by iść wyżej i po więcej.

To zadziwiające zwrócenie uwagi poprzez zdjęcie może on zawdzięczać położeniu Neptuna w tym samym znaku co władca Ascendentu – ludzie z silnymi wpływami Neptuna na planety związane z Ascendentem lub 1. domem są bardzo fotogeniczni.

Warto też zauważyć, że Słońce u Jeremy’ego jest w znaku swojego wygnania – w Wodniku – oraz w domu upadającym, a więc jego droga życiowa rządzi się przypadkami (w tym szczególnym razie – szczęśliwymi zrządzeniami losu).

Urodzeniowo Słońce jest w kwadraturze z silnym Marsem i Saturnem (obie planety w Skorpionie, w koniunkcji). Bohater był również skazany za napaść – nieharmonijne połączenie dwóch energetycznych, męskich planet plus Saturn jako restrykcja idealnie wpisują się w aresztowanie za rozbój i udział w działalności gangu.


Podsumowanie

W zależności od tego, co „gra” w pozostałej części horoskopu, w taki sposób może realizować się droga życiowa Słońca w 9. domu.
Tutaj wszystko jest możliwe – warto jednak zwrócić uwagę na domy radości planet w momencie relokacji horoskopu, bo być może zmieniając miejsce zamieszkania, wyprowadzając się za granicę, tym samym zwiększamy swoje życiowe szanse i możliwości.

Koło Fortuny – jedyną stałą jest zmiana lub inaczej –

…Koło Fortuny – niespodzianki, deszcz i wpłaty, których nie spodziewałam się w październiku.

Koło Fortuny to jedna z tych kart, które w moich rozkładach pojawiają się raczej rzadko. Dziś jednak trafił się wyjątkowy dzień – wyskoczyło jako karta dnia. Może więc pora trochę o niej napisać i podzielić się, co oznacza w praktyce.

Jak kiedyś przeczytałam na forum, parafrazując użytkownika Arbogasa: „Koło przynosi zdarzenia, które nie trwają długo.” Od siebie dodam – i z czym spotykam się w literaturze – że to zdarzenia okresowe, od czasu do czasu, na które nie mamy wpływu.

Doskonałym przykładem była moja dzisiejsza wizyta u lekarza, na którą czekałam miesiąc. Rano telefon: niestety termin trzeba przełożyć na listopad, bo pielęgniarka zachorowała. Klasyczne Koło Fortuny – wydarzenia od nas niezależne, które zmieniają plany w jednej chwili.

Podobnie było ze spacerem po lesie. Od dwóch tygodni chodzimy z koleżanką codziennie – pogoda jak na październik była wyjątkowo stabilna… aż do dziś. Deszcz złapał nas kilka metrów od samochodu, więc zamiast spaceru – odwrot i plan na herbatę w domu. A potem przyszło niespodziewane: wpłata na koncie, której się nie spodziewałam, a która od czasu do czasu pojawiała się w przeszłości. Typowe Koło Fortuny: najpierw “przekręt”, potem “niespodzianka”.

A jak Koło Fortuny działa w relacjach? Tu też rządzi cyklem. Może przynieść kogoś nowego w naszym życiu, ale równie szybko może zniknąć. Jak pisze Hajo Banzhaf, sytuacje symbolizowane przez tę kartę nigdy nie trwają wiecznie – mają swoje wzloty i upadki. Jodorowski dodaje, że Koło uczy płynności i akceptacji zmian – czasem warto po prostu obserwować i pozwolić, by życie toczyło się swoim rytmem.

Podsumowując: Koło Fortuny to karta neutralna. Może zaskoczyć nas w każdą stronę – od drobnych irytacji po miłe niespodzianki. Ale zawsze podlega cyklowi, a jego przesłanie jest jasne: życie to taniec zmian, a my jesteśmy częścią tej nieustannej rotacji.

9 Buław, czyli: „…i co jeszcze?…”

9 Buław to bardzo „zabawna” karta. Piszę to oczywiście z przekąsem, ale summa summarum – na końcu zawsze zostaje coś do opowiedzenia jako anegdota.

Karta pojawiła się niedawno w moim rozkładzie dziennym, dokładnie na dzień wylotu na wakacje do Polski. Rozpoczynając ten dzień, byłam świadoma, że „a hoj przygodo” nabierze dziś nowego znaczenia.

Zaczęło się od powrotu po fotelik (a właściwie poddupnik) dla mojego siostrzeńca. Już siedzieliśmy wygodnie w taksówce, zmierzając na dworzec autobusowy, gdy nagle okazało się, że fotelik jednak z nami nie jedzie… więc dodatkowa runda, żeby go zgarnąć.

Na lotnisku wszystko szło zgodnie z planem. Prawie. Moje dziecko zdążyło zrobić zakupy książkowe, ale w drodze do bramki (otwartej pół godziny wcześniej, niż wskazywał rozkład na tablicy odlotów) dorwało automat z kartami do gry i przyssało się do niego jak ośmiornica. Odejście bez zakupu nie wchodziło w grę.

Sam lot – całkiem przyjemny. Nawet dotknęliśmy pasa lotniska w Lublinie… by ponownie wzbić się w powietrze! Przeżycie lepsze niż na rollercoasterze. Na szczęście po 10 minutach udało się już w pełni wylądować.

A samochód z wypożyczalni? Trafił nam się całkiem wypasiony AMG, w dodatku ze zniżką ponad 50% (polecam gorąco Lucky Dip w Sixt!).

Także z 9 Buław naprawdę nie można się nudzić. 🙂

Rycerz do zadań specjalnych

Tak mi się szwendają gdzieś ci czterej osobnicy – i do tej pory nie wspomniałam o nich w moich wpisach. A powinnam, bo warto. Wiem, że karty dworskie sprawiają trudność na samym początku – jak odróżnić Króla od Rycerza w praktyce? Albo od Królowej czy Pazia?

Rycerz ma zawsze jakiś swój interes. I to niezależnie, czy Monetowy, Kielichowy, Buławiany, czy Mieczowy. Każdy z nich na swój sposób jest egoistą. Ma coś, o co chce zawalczyć – bo jak wiadomo, Rycerze są na usługach Króla i nie posiadają jeszcze swojej ziemi ani królestwa. Muszą się o to dopiero postarać. Będąc w niższej randze, wiadomo, że z doświadczeniem u nich różnie, więc zdarzają się im mniejsze lub większe wpadki, koślawe ruchy.

RWS Tarot

W literaturze najwięcej czerwonych flag zdobywa Rycerz Kielichów. To ten, który “skacze z kwiatka na kwiatek” i “kocha być zakochanym”. Ale co jeśli rozkład nie dotyczy uczuć? Wpadła mi złota myśl, że karta określa osobę, która się podlizuje. Stara się pozyskać przychylność poprzez miłe gesty. I tu przychodzi mi na myśl anegdota o pewnym radkowiczu z okresu Covida, który wkradł się w moje łaski poprzez pozyskiwanie ulubionych gotowych dań dla mojego dziecka. Zresztą, cały okres tej szumnej znajomości opierał się na różnych gestach zdobywających moje serce. Karty ani Losu nie oszukasz – mężczyzna ten wyszedł w rozkładzie właśnie jako Rycerz Kielichów. Wiedziałam, że sprawa nie potrwa długo, a Rycerz owy zmienił obiekt zainteresowania… na moją siostrę.

Druga sprawa – mama miała niedawno pretensje, że karta dnia jakoś jej się nie zrealizowała zgodnie z tym, o czym jej mówiłam. Dopiero jak rozłączyłam się po rozmowie, przyszła mi myśl, że tego dnia to ja byłam jej Rycerzem Kielichów – i podlizywałam się poprzez zaoferowanie pomocy przy zakupie staników. Aż się sama uśmiechnęłam krzywo pod nosem.

A co z resztą tarotowych Rycerzy?

RWS Tarot

Rycerz Mieczy to awanturnik. Według Hajo Banzhafa przynosi świeży powiew powietrza, nowe spojrzenie na sprawy. Fakt – jeśli mieliśmy jakiś plan, swoje stanowisko w danej sprawie, to Rycerz perfekcyjnie wszystko… rozpierdzieli. W karcie dnia pokazał niejednokrotnie niezapowiedzianego gościa, który jednocześnie dostarczył nerwów i stresu – Miecze to przecież procesy mentalne: nerwy, wątpliwości, strach, niepokój, lęk czy stres.

Rycerz Mieczy często pojawia się wtedy, gdy potrzebujemy zmiany – ale niekoniecznie jesteśmy na nią gotowi. On nie pyta, czy masz wolne miejsce w grafiku. Przychodzi jak deadline, który „przecież był za tydzień!!!”.

Kiedy pojawia się w rozkładzie:

Nie wdawaj się w niepotrzebne dyskusje.

Zrób kopię zapasową nerwów.

Sprawdź, czy to, co mówisz, naprawdę trzeba mówić.

I może nie dziel się tym super „szczerym feedbackiem”, bo nie każdy jest gotów na Twoją prawdę objawioną (ani Ty na ich odpowiedź).

A jeśli Rycerz Mieczy wyjdzie jako ktoś z zewnątrz? To jakby Tarot chciał ci szepnąć:
„Ten człowiek przyszedł się pokłócić. A nie po to, by cię zrozumieć.”

Nikt nie ruszy nerwa lepiej niż Rycerz Mieczy.

RWS Tarot

Rycerz Buław wydawałby się przyjemną odmianą – to ten z błyskiem w oku, atrakcyjną aparycją i pewnością siebie. Ten, który grzeszy spojrzeniem, śmiało flirtuje. Pewny siebie i tego, co robi. Jednak Rycerz pozostanie Rycerzem – i nawet Buławiany potrafi strzelić gafę i źle wyczuć moment na swoje działanie. Grunt jednak, że działa i się nie poddaje.

Rycerz Buław oznacza poryw, inspirację, entuzjazm, przygodę, zryw – ale też impulsywność, pośpiech i brak stabilizacji. To ekstrawertyk, który działa szybko, by zrealizować swój cel, czasem zanim zdąży go przemyśleć. Może być obrazem persony, która chce być postrzegana jako „silna, odważna, niepowstrzymana”, ale w głębi może unikać konfrontacji z własną słabością.

I tu się zatrzymam z drobną dygresją na temat, jak owa karta zrealizowała się u mojej mamy. Z racji cotygodniowych wypraw do weterynarza na kroplówkę z psem, mama prosi o pomoc sąsiada i jeździ z nim do pobliskiego miasta. Wyjazdy standardowe, ale… owego dnia Rycerz Buław pokazał sąsiada jako Rycerza Buław. Mianowicie – wracając z wizyty, postanowił obskoczyć dwa sklepy i zrobić zakupy, mimo sporego upału (który, wg mojej mamy, dawał się mocno odczuć jej psu). Mama w rozmowie ze mną stwierdziła, że normalnie mogli wrócić do domu i sąsiad mógł pojechać sam, a nie wszystko załatwiać za jednym podejściem (zwłaszcza że pogoda nie sprzyjała, by siedzieć z psem w aucie i czekać, aż skończy on zakupy). Typowy Buławiany typ – zrobi, zanim pomyśli. Mimo najlepszych chęci, może wyjść… tak sobie.

RWS Tarot

Nie mniej ważny pozostaje na końcu Rycerz Monet. Cierpliwość to jego drugie imię. Rycerz Monet niesie ze sobą żywioł ziemi – tego, co konkretne, trwałe, namacalne. I choć Rycerz kojarzy się z ruchem, w jego przypadku mamy do czynienia z paradoksem: oto postać, która idzie, ale nigdy się nie spieszy; działa, ale nigdy impulsywnie; buduje, ale nie w blasku fleszy.

Rycerz Monet według Hajo Banzhafa to uosobienie rzetelności i cierpliwości. To człowiek, który rozumie wagę drobnych kroków, systematycznych działań, regularnych obowiązków. W świecie opętanym prędkością i natychmiastową gratyfikacją, Rycerz Monet może wydawać się wręcz anachroniczny – jak ktoś, kto uprawia pole wołem, gdy inni pędzą w rakiecie. A jednak to właśnie on potrafi stworzyć coś, co przetrwa. Jego siła tkwi nie w spektakularnych czynach, lecz w codziennej obecności i konsekwencji.

Pamiętać należy, że Rycerz jest Rycerzem – więc przez jego dosyć cenione przymioty przebija też: pracoholizm, konserwatyzm, upór, nieumiejętność odpuszczenia. Może symbolizować osobę, która nie potrafi wyjść poza rutynę, trzyma się znajomego, nawet jeśli to nie służy jej rozwojowi. Typowy „zawalony obowiązkami”, który żyje według listy rzeczy do zrobienia.

Mam też wrażenie, że Rycerz Monet pokazuje kogoś, kto musi udowodnić swoją wartość, poświęcić czas, by uzyskać pożądaną gratyfikację. Kogoś będącego na stażu, uczącego się i szlifującego swoje umiejętności.

Jak podają źródła – Rycerze to też często osoby, które pojawiają się w naszym życiu od czasu do czasu. Randkowicz wychodzący w karcie Rycerza nie ma jeszcze żadnego planu na związek – nawet Monetowy, któremu po prostu brakuje fantazji i bardziej ceni przyjaźń niż kochanie. Stąd – jeśli widzę Rycerza w rozkładzie, wiem, że trzeba mieć na niego oko. Bo ma on swoją agendę za pazuchą.

Cesarz i jego mowa ciała

Do Cesarza mam sentyment, choć w rozkładach moich klientek nie pokazuje różowych sytuacji. Cesarz – jak podaje tarotowa literatura – oznacza ogólnie władzę. Władzę absolutną. Nie ma w całym zestawie kart Tarota drugiej takiej karty. Jeśli Cesarz postawi swoje granice, nakreśli plan – nic nie jest w stanie zmienić jego postawy.

Na użytek swoich rozkładów nazywam tę kartę: „Po mojemu albo wcale”. A skojarzenie wzięło się z pewnego rozkładu, w którym mąż klientki pokazał się właśnie jako Cesarz. Rozkład kładziony był w momencie, gdy małżeństwo wisiało na włosku, a klientka chciała wiedzieć, dokąd prowadzi cała sytuacja.

Mąż miał zupełnie odmienne spojrzenie na małżeństwo i na status współmałżonki w tej relacji. Oczekiwał zupełnego podporządkowania się jego planom – kosztem nawet zdrowia żony. (Kobieta, po kilku poronieniach, cudem urodziła jedno dziecko. Mąż, zachęcony tym „cudem”, oczekiwał kolejnego potomka). Sam wniósł o rozwód, kiedy kobieta zdecydowała się na pewien poziom niezależności i wróciła do aktywności zawodowej.

Cesarz jest również archetypem ojca. W jego mniemaniu dba o otoczenie i sam wie najlepiej, co jest dla każdego najlepsze – a jego decyzje są niepodważalne i nienegocjowalne.

Cesarz zbuduje sztywne normy, zasady, które mają zapewnić bezpieczeństwo – i nie bez powodu karcie patronuje cyfra 4, oznaczająca strukturę i zamknięty obieg.

Cesarz to stanowczość. Asertywność. Reguły. Dyscyplina. Tam, gdzie bujnie Cesarzowa rozpościera swoją hojność i obfitość, Cesarz postanawia zebrać to wszystko w garść i nadać kształt. To bardzo obrazowe zestawienie pojawia się w książce Hajo Banzhafa i idealnie oddaje charakter tej tarotowej pary.

Cesarzowa porównywana jest często do Matki Natury – pełnej kaprysów i nieprzewidywalności. U Cesarza „czarne” jest „czarne” i nie ma stanów pośrednich. Nie ma miejsca na dyplomację – liczy się ego.

Jeśli pytamy o osobę i wyjdzie ona w karcie Cesarza – to bądźmy pewni, że zostaniemy wtłoczeni w odpowiednie ramki i obsadzeni w konkretnych rolach.

Cesarz to strateg. Cała jego postawa to bardzo ciekawe studium i warto zwrócić na nie szczególną uwagę.

Na pierwszy rzut oka Cesarz w talii Rider–Waite–Smith (na tej talii opieram się w swojej praktyce) może wydawać się bierny: siedzi, nie wykonuje żadnego gestu, nie patrzy dramatycznie w bok, jak niektóre inne postaci. A jednak jego mowa ciała mówi wszystko. To nie figura spoczynku. To figura absolutnej kontroli i obecności – ciało ujęte w ramy, ale pełne potencjalnej siły.

Ciało jako twierdza.

Cesarz siedzi frontalnie, w sposób niemal sztucznie prosty, kwadratowy. Jego plecy są wyprostowane, ramiona szeroko rozstawione – bez napięcia, ale i bez miękkości. Nie ma w nim ani zaproszenia, ani podatności. To żywa granica, ludzki mur, który mówi:
„Tutaj się zaczynam, tu się kończę – i ty też wiesz, gdzie jest twoje miejsce.”

Nie ma w tym ciele przestrzeni na kompromis. Nie ma zawahania. Jest zasada.

Rozstawione nogi – manifestacja terytorium.

To, co najbardziej przykuwa uwagę w jego postawie, to szeroko rozstawione nogi, mocno oparte na ziemi, w lekkim rozkroku. To język władzy, znany z psychologii mowy ciała: zajmowanie przestrzeni sygnalizuje dominację, pewność siebie i brak zagrożenia.

Cesarz nie tylko siedzi na tronie – on rozszerza się poza niego. Jakby mówił:
„Ten tron to nie wszystko – całe to królestwo to też ja.”

W tej postawie nie ma próby skromności. Wręcz przeciwnie – to demonstracja obecności. Cesarz nie musi się ruszać, by rządzić – jego sam sposób siedzenia komunikuje siłę, która nie potrzebuje potwierdzenia z zewnątrz.

Nieruchomość jako narzędzie kontroli

Nieruchomość ciała Cesarza to nie pasywność – to opanowanie. Siedzi jak ktoś, kto nie może sobie pozwolić na utratę kontroli, bo to właśnie on tworzy ramy, w których inni mogą działać.

Jego ciało nie szuka kontaktu – jest zakończone, zamknięte w sobie, jak twierdza. Ale to właśnie z tej stabilności czerpie władzę.

Nie okazuje emocji, nie robi gestów. Nie musi – bo jego funkcja to utrzymanie porządku, nie relacja.

W Tarocie Cesarz często symbolizuje strukturę, autorytet, granice, ojcowską energię. Jego ciało odzwierciedla to doskonale:

Szeroki rozstaw nóg mówi: „Nie zbliżaj się za bardzo.”

Frontalna postawa mówi: „Widzę cię. Nie zaskoczysz mnie.”

Nieruchomość mówi: „Nie poddaję się nastrojom. Jestem stały.”

Ale jest też druga strona tej postawy. Gdy energia Cesarza staje się zbyt sztywna, zbyt dominująca, jego mowa ciała przestaje być oparciem – a staje się barierą. Może sygnalizować kontrolę, zablokowaną ekspresję, a nawet przemoc symboliczną:
„To ja rządzę, a ty się podporządkuj.”

Kapłanka i jej tajemnice

Refleksyjnie o jednej z najcichszych kart Tarota

Są karty, które widuję częściej, i są też takie, które przemykają gdzieś podczas tasowania i rzadko dostają się na tarotowy stolik. Kapłanka swego czasu pojawiała mi się systematycznie – szczególnie w okresie pandemii, gdy wszyscy zostaliśmy zamknięci w domach, z dala od zewnętrznego świata. To był czas zanurzenia się w siebie, czas przymusowego milczenia i ciszy – dokładnie tej przestrzeni, z której Kapłanka czerpie swoją siłę.

Nie bez powodu przypisuje się jej znak Raka oraz Księżyc. Rak to przodownik, jeśli chodzi o skrywanie swojego wnętrza pod twardą skorupą. Kapłanka natomiast symbolizuje dostęp do podświadomości, do miejsc w nas, które są ciche, ciemne, ale pełne życia. Choć pozostaje bierna – ona siedzi i czeka – to jej obecność jest bardzo wymowna. Często porównuje się ją do Maryi Dziewicy – uosobienia cichej zgody, duchowej pokory, oczekiwania na znak.

W astrologicznym ujęciu Kapłanka rezonuje najmocniej z Księżycem, który reprezentuje nieświadomość, emocje i intuicję. Księżyc nie świeci sam – odbija światło Słońca, tak jak Kapłanka nie działa, lecz odbiera. Jej obecność przypomina taflę wody – niczego nie inicjuje, ale odbija każdą energię, każde poruszenie. To czysta receptywność.

Żywioł Wody, do którego przynależy, nie jest jednak chaotyczny – to raczej głęboka toń niż rwący nurt. Kapłanka zachęca, by zatrzymać się, zamiast działać, by zaufać temu, co płynie z wnętrza. I właśnie wtedy, gdy pojawia się w rozkładzie, niemal słyszę, jak mówi: „Nie rób nic. Słuchaj. Odpowiedź już jest w tobie.”

Nie mam złych doświadczeń z tą kartą. Być może dlatego, że nie stosuję odwróceń – Kapłanka zawsze przychodzi do mnie jako znak, by wycofać się, zatrzymać, zaufać wewnętrznej mądrości. To nie jest zwykłe czekanie. To aktywne zanurzenie się w ciszę, które wymaga odwagi i wewnętrznej pracy.

Pamiętam sytuację, gdy pojawiła się jako karta dnia – tego dnia wiele osób pisało do mnie z prośbą o poradę. W innym przypadku – na pytanie, jak będzie przebiegał kurs języka angielskiego – wyskoczyła mi właśnie Kapłanka. Było to jeszcze przed ogłoszeniem pandemii. Zajęcia przeniesiono do Internetu. Kontaktowaliśmy się z nauczycielką zdalnie – telefonicznie, przez komunikatory. Kapłanka często wskazuje właśnie taki niefizyczny kontakt, subtelny, pośredni, czasem nawet metafizyczny.

To także karta osób zajmujących się ezoteryką, duchowością, astrologią, Tarotem – wszystkim, co wykracza poza to, co widać. Nic dziwnego, że wielu tarotystów utożsamia się z tą kartą na jakimś etapie swojego rozwoju.

Kapłanka jest też obecna w kabalistycznym systemie Drzewa Życia, gdzie odpowiada literze Gimel (ג) – co oznacza „wielbłąda”. To symbol duchowej podróży przez wewnętrzną pustynię. Nie chodzi tu o działanie, lecz o przemierzanie głębin duszy w ciszy i zaufaniu. To wędrówka, w której nie pytamy o cel – idziemy, bo coś w nas prowadzi.

Nie daje gotowych odpowiedzi. Zamiast tego zaprasza do kontemplacji. Zamiast decyzji – zadaje pytanie: „Co czujesz, kiedy o tym myślisz?”. Kapłanka uczy nas zaufania do wewnętrznego kompasu, nawet jeśli wszystko na zewnątrz mówi: „działaj”.

Jowisz w Raku – Ach, życie!

Jeśli czegoś nie napiszę na jednym wdechu (za jednym podejściem), to wpis rozpływa się na dobre. A nie chcę stracić tego ważnego momentu, jakim jest przejście Jowisza do znaku Raka, więc daję sobie drugą szansę – i oto drugie podejście:

Jowisz w Raku – jakie emocje w nas zaspokoi? Czyli co warto wiedzieć na temat najbliższych 12 miesięcy.

Jowisz przez najbliższy rok będzie przemierzał znak kardynalnego i wodnego Raka, wpływając jednocześnie na zdecydowaną zmianę planetarnej aury – która, chcemy czy nie, przekłada się na nas samych i wydarzenia w naszym życiu.

O ile Jowisz w Bliźniętach, w poprzednich 12 miesiącach, skłaniał nas do łapania kilku srok za ogon i do działania od przypadku do przypadku, to już w znaku Raka wiemy, co mamy robić. Rak, będąc znakiem kardynalnym, skłania planety przebywające na jego obszarze do działania instant – bez nadmiernego analizowania, obliczania zysków i strat – mamy wewnętrzne przekonanie, co jest właściwe w danym momencie dla nas samych. Pewne sprawy wręcz stają się naturalną koleją rzeczy (zwłaszcza kiedy Jowisz przechodzi przez 1., 4., 7. czy 10. dom naszego horoskopu urodzeniowego).

Zauważyłam, że Jowisz idący przez najwyżej położone miejsce w horoskopie, czyli 10. dom, przynosi wydarzenia, które przez kolejne 12 lat (bo tyle trwa cykl Jowisza) będą źródłem naszego rozwoju, ale przede wszystkim będziemy z nich czerpać mniej lub bardziej wymierne korzyści.

Patrzyłam na horoskopy różnych osób, u których Jowisz przechodzący przez 10. dom przyniósł bardzo zróżnicowane wydarzenia – jednakże jedno je połączyło: dały wolność, stały się źródłem radości i “amortyzacją” dla kolejnych doświadczeń. Wśród tych wydarzeń były m.in.: ukończenie studiów wyższych (co liczy się do emerytury i zwiększa liczbę dni urlopowych w Polsce), emigracja, zajście w ciążę, podjęcie nowej pracy (z perspektywą awansu w tej samej firmie), a nawet wdowieństwo (wiążące się z uzyskaniem swobody finansowej).

Co dokładnie szykuje dla nas Jowisz w Raku?
To znak, w którym czuje się jak pączek w maśle, znak jego faworyzowania – tzw. wywyższenia. Jowisz, będący planetą beneficzną, czyli przynoszącą życie i rozwój, wchodząc do znaku Raka – znaku pełnego rozkwitu przyrody i dobrobytu (jest co jeść, a i na zewnątrz można spać 😉 ) – trafia w miejsce bardziej niż sprzyjające.

Jowisz w Raku przynosi dobrobyt.
Jak podaje Robert Hand:

> „Jowisz w tym znaku wyraża się poprzez ochronę, opiekę, emocjonalną troskę i umiejętność zapewniania bezpieczeństwa – zarówno sobie, jak i innym.”

To kwintesencja tego, co można powiedzieć o tym Wielkim Benefiku.

Jak dalej pisze autor Planets in Transit, Rak to znak związany z domem, rodziną, emocjami i potrzebą zakorzenienia. W połączeniu z Jowiszem daje to osobom (lub sytuacjom), które wykazują się hojnością emocjonalną, głębokim instynktem opiekuńczym, a także zdolnością do przyciągania obfitości właśnie poprzez tworzenie więzi, wspieranie bliskich i budowanie emocjonalnych fundamentów.

Hand zauważa, że Jowisz w Raku może symbolizować wzrost poprzez rodzinę, dziedzictwo lub poszerzenie bazy emocjonalnego bezpieczeństwa. W sensie dosłownym może to być rozbudowa domu, inwestycje w nieruchomości, a także powiększenie rodziny (dzieci, śluby, adopcje itd.).

Cień Jowisza w Raku, na który Hand również zwraca uwagę, to emocjonalna nadopiekuńczość, skłonność do idealizowania przeszłości lub traktowania rodziny jako jedynego źródła sensu. Może też występować tendencja do gromadzenia – zarówno dóbr materialnych, jak i emocji – z lęku przed stratą.

Na zakończenie, jako niewielką puentę, dodam pewną anegdotę, która dosłownie rzutem na taśmę została przeze mnie zasłyszana podczas tworzenia tego wpisu.

Moja siostra potrzebowała opieki dla swoich kotów na czas urlopu. Pierwotnie wyjazd miał się odbyć wcześniej, ale ostatecznie przesunęła go o tydzień. Udało się jej dogadać w sprawie opieki ze znajomą, która twierdziła, że nie ma żadnych planów – a pierwotny termin bardzo jej pasował. Wychodziło łącznie dziesięć dni.

Dziś, po niespodziewanym telefonie, okazało się, że znajoma też wyjeżdża na urlop i wraca… dokładnie dzień po tym, jak chłopak mojej siostry może ostatni raz zająć się kotami. A sama siostra wraca dzień wcześniej – akurat wtedy, kiedy znajoma wyrusza na długi weekend.

U mojej siostry Jowisz aplikuje właśnie do Wenus, co przekłada się na życiowego farta godnego złotego medalu. To działa jak ogromna poduszka amortyzacyjna – można spokojnie skakać.

Jowisz w Raku przypomina nam, że rozwój nie zawsze dzieje się przez spektakularne skoki. Czasem największe ekspansje mają miejsce w sercu – kiedy pozwalamy sobie na bliskość, ufność, miękkość. Jeśli masz wrażenie, że świat ostatnio pędził zbyt szybko, to teraz możesz wrócić do korzeni – tych najprawdziwszych. Zaparzyć herbatę. Przytulić kogoś. Zadbać o siebie – naprawdę, nie symbolicznie. I zrozumieć, że to wszystko… też jest wzrostem.

W cyklu Jowisza to czas siania w glebie zmysłów i uczuć. Plony przyjdą za 3, 6, 12 lat – zależnie od Twojej gotowości. Ale jedno jest pewne: to, co teraz dasz sercu, wróci do Ciebie z nawiązką.