Zaćmienie w Skorpionie i… kac po Netflixie

Nie lubię nowiu.


Zwłaszcza takiego w Skorpionie. I to jeszcze z zaćmieniem.
Nowie mają w sobie coś ciężkiego — taką senną, przytłumioną atmosferę. A zaćmienia?
Jeszcze lepiej. Potrafią uruchomić wydarzenia, na które niekoniecznie jesteśmy gotowi — ani nawet zainteresowani, żeby je u siebie gościć.
Dołóżmy do tego Skorpiona — znak, który dorobił się chyba najczarniejszego PR w całym zodiaku.
Memy o zemście, tabu, ekstremach i wszelkich „ciemniejszych klimatach” nie wzięły się znikąd.
Brzmi jak zapowiedź czegoś… intensywnego.
I w tym całym zestawie nagle pojawia się mój weekend i Netflix.
Zaćmienie Słońca w Skorpionie wypadło dokładnie na moim Jowiszu — czyli tam, gdzie mam swoje codzienne rytuały i przyjemności.
A jednym z nich jest… oglądanie seriali.
Taki mój mały rytuał. Czasem z siostrą, czasem osobno, w zależności od gustu.
I właśnie w piątkowy wieczór, kiedy dzieci były już po dobranocce, trafiłam na serial „Midnight Club”.
I powiem tak — klimat był idealnie skorpioniczny.
Grupa nastolatków w hospicjum.
Nocne spotkania.
Opowieści z dreszczykiem.
Duchy.
Stary budynek.
I historia zbiorowego samobójstwa w tle.
Czy można było trafić lepiej w energię zaćmienia w Skorpionie? Raczej nie.
I teraz najlepsze.
Zaćmienia potrafią być jak iskra — uruchomić coś większego, coś transformującego, coś, co zostaje na dłużej.
A u mnie?
Uruchomiły… maraton serialowy.
Co prawda oglądałam momentami przez palce i z kocem pod brodą, ale obyło się bez życiowych przewrotów, dramatów i głębokich transformacji.
Za to rano obudziłam się z bardzo konkretnym efektem ubocznym.
Lekkim kacem… po Netflixie 😅
Wygląda na to, że moje zaćmienie w Skorpionie postanowiło mnie nie transformować.
Tylko trochę przestraszyć i solidnie niewyspać.

Comments

Leave a comment