
Tematy na wpisy blogowe najczęściej podsuwa mi samo życie. Ostatnio coraz częściej łapię się na tym, że zamiast skupiać się na pojedynczych aspektach czy efektownych konfiguracjach planetarnych, wracam do jednego miejsca w horoskopie. Do planety, od której niemal zawsze zaczynam analizę kosmogramu.
Mam na myśli władcę Ascendentu.
Kilka dni temu trafiłam na dyskusję dotyczącą najbardziej „szczęśliwych” aspektów w horoskopie. Pojawiło się pytanie, czy istnieją konfiguracje, które gwarantują powodzenie.
I tutaj odpowiem trochę przewrotnie.
Moim zdaniem nie ma aspektów, które same z siebie robią człowiekowi szczęśliwe życie.
Czy trygon Wenus z Jowiszem może być piękny? Oczywiście.
Ale czy zawsze prowadzi do sukcesu?
Niekoniecznie.
Czasem daje tyle komfortu, że człowiek przestaje czuć potrzebę wychodzenia poza własną strefę wygody. Wszystko przychodzi względnie łatwo, nic nie zmusza do przekraczania własnych granic, a życie zaczyna płynąć spokojnym, przewidywalnym rytmem.
Z drugiej strony mamy Saturna – planetę, której wielu adeptów astrologii zwyczajnie się obawia.
Tymczasem właśnie Saturn bardzo często szlifuje charakter niczym diament. Uczy cierpliwości, odpowiedzialności, konsekwencji i pokory. Nie daje łatwych prezentów, ale potrafi pozostawić coś znacznie cenniejszego – wewnętrzną siłę.
Dlatego od lat coraz mniej fascynuje mnie szukanie „dobrych” i „złych” aspektów.
Znacznie bardziej interesuje mnie kondycja planety władającej Ascendentem.
Dlaczego właśnie władca Ascendentu?
W astrologii tradycyjnej władca Ascendentu odgrywa szczególną rolę. Ascendent opisuje człowieka – jego ciało, temperament, sposób reagowania na świat oraz to, w jaki sposób rozpoczyna własną drogę. Planeta władająca znakiem na Ascendencie staje się więc naturalnym reprezentantem właściciela horoskopu.
To ona niesie jego sprawy przez cały kosmogram.
Nie oznacza to oczywiście, że jest jedyną ważną planetą. Horoskop jest systemem naczyń połączonych, a każda planeta wnosi własną historię. Jednak doświadczenie nauczyło mnie, że bardzo często już sama kondycja władcy Ascendentu pozwala zrozumieć, z jakiego miejsca człowiek startuje i jakimi zasobami dysponuje.
To właśnie dlatego niemal każdą analizę rozpoczynam od jednego pytania:
Gdzie znajduje się władca Ascendentu i w jakiej jest kondycji?
Co właściwie oznacza „silny” władca Ascendentu?
Tutaj chciałabym zatrzymać się na chwilę.
Kiedy piszę o silnym lub słabym władcy Ascendentu, nie mam na myśli szczęśliwego albo nieszczęśliwego życia.
To dwie zupełnie różne rzeczy.
W astrologii tradycyjnej planeta znajdująca się we własnym znaku lub wywyższeniu nie jest „nagrodzona” przez los.
Po prostu znajduje się w miejscu, w którym może najpełniej realizować swoją naturę.
Z kolei planeta w wygnaniu lub upadku nie jest „ukaranym” elementem horoskopu.
Ona nadal działa.
Jednak działa w środowisku, które nie sprzyja jej naturalnym właściwościom.
Można powiedzieć, że dwie osoby otrzymują identyczne zadanie.
Jedna pracuje w doskonale wyposażonym warsztacie.
Druga wykonuje tę samą pracę przy użyciu prowizorycznych narzędzi.
Obie mogą osiągnąć znakomity rezultat.
Jednak koszt, wysiłek i ilość energii potrzebnej do wykonania tego samego zadania będą zupełnie inne.
Tak właśnie rozumiem godności planet.
Władca Ascendentu w godności lub wywyższeniu
Planeta znajdująca się we własnym znaku lub wywyższeniu działa bliżej swojej natury.
Łatwiej korzysta z własnych zasobów.
Łatwiej wyraża swoje najlepsze cechy.
Łatwiej realizuje funkcję, do której została symbolicznie „powołana”.
To nie jest obietnica łatwego życia.
To nie jest gwarancja bogactwa.
To nie jest przepis na sukces.
To jedynie informacja, że sama planeta dysponuje większą sprawnością działania.
Na przestrzeni lat zaczęłam również dostrzegać pewną prawidłowość.
Mam wrażenie, że osoby posiadające dobrze postawionego władcę Ascendentu częściej trafiają na okoliczności, które pozwalają im wykorzystać własny potencjał.
Spotykają odpowiednich ludzi.
Otwierają się przed nimi właściwe drzwi.
Łatwiej pojawiają się możliwości.
Podkreślam jednak, że jest to moja obserwacja wynikająca z wieloletniej analizy horoskopów osób, których losy znam, a nie uniwersalna zasada obowiązująca w każdym kosmogramie.
Władca Ascendentu w wygnaniu lub upadku
Zupełnie inaczej odbieram planety znajdujące się w wygnaniu lub upadku.
Nie dlatego, że uważam je za gorsze.
Wręcz przeciwnie.
Mam ogromny szacunek do takich horoskopów.
To planety, które od początku muszą działać w warunkach mniej sprzyjających swojej naturze.
Znacznie częściej wymagają od człowieka cierpliwości, odporności psychicznej i wytrwałości.
Mam również wrażenie, że życie rzadziej oferuje im gotowe rozwiązania.
Częściej trzeba samemu stworzyć okazję.
Częściej o coś zawalczyć.
Częściej budować wszystko od podstaw.
Paradoks polega na tym, że właśnie takie doświadczenia bardzo często budują ludzi niezwykle silnych.
Samodzielnych.
Pomysłowych.
Konsekwentnych.
Dlatego nigdy nie nazwę wygnania ani upadku wyrokiem.
To jedynie opis warunków, w jakich przyszło działać danej planecie.
A co z planetą pielgrzymującą?
Jest jeszcze jedna kondycja planety, która – moim zdaniem – bywa niedoceniana.
Planeta pielgrzymująca (peregrine).
Nie posiada ona ani istotnych godności, ani istotnych słabości wynikających z samego znaku.
I właśnie dlatego uważam ją za najbardziej zależną od pozostałych elementów horoskopu.
To recepcje.
Aspekty.
Położenie domowe.
Siła przypadkowa.
Prędkość ruchu.
Retrogradacja.
Spalenie przez Słońce.
To one często decydują o tym, jak taka planeta ostatecznie będzie działała.
Dlatego sama analiza znaku nigdy nie jest dla mnie wystarczająca.
Sama godność nie wystarczy
Planeta w wygnaniu może być znakomicie wsparta przez recepcje i aspekty.
Może działać bardzo skutecznie.
Z kolei planeta we własnym znaku może odbierać tyle napięć, że jej potencjał będzie wykorzystywany z ogromnym wysiłkiem.
Dlatego nigdy nie zatrzymuję się na samym znaku.
Dopiero analiza wszystkich elementów pozwala ocenić rzeczywistą kondycję planety.
Można powiedzieć, że znak pokazuje jaki samochód otrzymaliśmy, natomiast aspekty, recepcje i pozostałe elementy horoskopu pokazują, w jakim jest stanie technicznym, ile ma paliwa i po jakiej drodze będzie się poruszał.
Droga, którą jedziemy
Lubię porównywać życie do podróży.
Silny i dobrze postawiony władca Ascendentu przypomina szeroką drogę.
Nie oznacza to braku zakrętów.
Nie oznacza braku burz.
Nie oznacza życia pozbawionego cierpienia.
Oznacza jedynie, że sam pojazd lepiej radzi sobie z wyzwaniami.
Natomiast słabiej postawiony władca Ascendentu przypomina rajd Paryż–Dakar.
Piasek.
Kamienie.
Błoto.
Nieprzewidziane przeszkody.
Każdy kilometr kosztuje więcej wysiłku.
Ale przecież uczestnicy Dakaru również docierają do mety.
Często właśnie oni zdobywają największe doświadczenie.
Moje obserwacje
Od wielu lat obserwuję horoskopy swojej rodziny, znajomych i klientów.
Mam ten komfort, że znam nie tylko ich kosmogramy, ale również historię ich życia. Historie, których bardzo często nie usłyszy się podczas jednej konsultacji.
I z biegiem czasu zaczęłam dostrzegać pewną prawidłowość.
Jedni od najmłodszych lat mają wrażenie, że życie częściej otwiera przed nimi kolejne drzwi.
Nawet jeśli pojawiają się trudniejsze okresy, stosunkowo szybko pojawia się również wsparcie lub nowa możliwość.
Inni niemal wszystko muszą wywalczyć.
Nie chodzi wyłącznie o pieniądze.
Mam na myśli dostęp do ludzi, edukacji, poczucia bezpieczeństwa, mentorów czy zwykłego przekonania, że świat czasem sprzyja naszym planom.
Nie twierdzę, że odpowiada za to wyłącznie władca Ascendentu.
Byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie.
Jednak z każdym kolejnym analizowanym horoskopem coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że kondycja tej jednej planety niezwykle trafnie opisuje jakość drogi, którą człowiek będzie przemierzał.
Nie tylko to, jak radzi sobie z życiem.
Ale również to, jakiego rodzaju okoliczności życie najczęściej stawia na jego drodze.
I być może właśnie dlatego od niej rozpoczynam niemal każdą interpretację.
Bo bardzo często odpowiedź na pytanie:
„Gdzie jest władca Ascendentu i w jakiej jest kondycji?”
otwiera drzwi do zrozumienia całego horoskopu.
Leave a comment